Zapomniane rocznice


Coraz częściej można się przekonać, że “nasza” prasa pomija milczeniem niezwykle ważne rocznice. Wygląda na to, iż proces utraty pamięci, ćwiczony na narodzie, jest sterowany centralnie i permanentnie, obojętnie jaki rząd formalnie istnieje.


Jest w pewnym sensie zrozumiałe, że pomijane są rocznice tzw polityczne, ważne dla istnienia danego narodu. Ostatecznie, podobnie jak przez 55 - 80 lat to robili komuniści tak obecnie euroentuzjaści chcą stworzyć osobnika jednego, super beznarodowościowca. Takimi ludźmi łatwiej się manipuluje, nie mówiąc o potanieniu edukacji. Wystarczy jeden podręcznik dla wszystkich.


Z doświadczenia akademickiego wiem, po wizytach studentów ze starej Unii, iż np. młodzi Anglicy, o Ryszardzie III czy też Cromwelu niewiele wiedzą, ale za to doskonale potrafią powtórzyć nazwiska wszystkich przewodniczących poszczególnych komisji parlamentu Europejskiego, czy też ludzi z super rządu jakim jest Komisja Europejska.


Niestety te absurdy, wycinania pamięci, rozszerzają sie na inne dziedziny. Ostatnio w związku z chęcią budowy elektrowni jądrowej w Polsce, mas media pominęły całkowitym milczeniem rocznicę katastrofy w Czarnobylu. Dokładny przegląd programów telewizyjnych pokazał, że od 24 kwietnia do 30 kwietnia ŻADNA ze stacji, łącznie z tzw edukacyjnymi Discovery, Planet nie podały żadnego filmu o tragedii . Już to mówi samo za siebie o wolności słowa w Polsce.


Przypomnijmy więc. W nocy z 26/27 doszło do najpoważniejszej awarii w energetyce jądrowej do stopienia rdzenia reaktora w elektrowni jądrowej w Czarnobylu . Oficjalna wersja mówi, że przyczyną był błąd prowadzących eksperyment. Niestety prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy jak było naprawdę. Po pierwsze; atomistom nigdy nie będzie zależało na prawdzie. Po drugie rządy krajów pokomunistycznych są obsadzone przez starą kadrę, która nie przyzna się do błędów. Po trzecie MAEA jest zainteresowana jej rozszerzaniem i wpływami gotówki, tak jak każdy sprzedawca, a nie wyjaśnianiem i dochodzeniem do prawdy [vide 2 art. statutu MAEA]


Gwoli wyjaśnienia trzeba podkreślić, że byłą to trzecia tego typu katastrofa na przestrzeni 30 lat. Pierwsza miała miejsce 10 październiak w 1957 roku w Windscale[ http://pl.wikipedia.org/wiki/Po%C5%BCar_w_Windscale] [ reaktor grafitowy taki jak w Czarnobylu przeznaczony do produkcji plutonu na potrzeby wojska]. Pożar ten zmusiła Anglię do zmiany nazwy miejscowości Windscale [wymazanie z mapy] na Selafield. Ciekawy jest fakt, że po wpisaniu do wyszukiwarki Google pojawia się tylko kilka odnośników i żaden nie wspomina o ofiarach tej katastrofy. A przecież obecnie wiadomo, zarówno o wzroście zachorowań na białaczki jak i nowotwory tarczycy w tym regionie. Faktem bezspornym jest natomiast niszczenie mleka w bezpośrednim okresie po awarii z obszaru 500 km2. i zamknięcie reaktorów. Druga katastrofa, która spowodowała stopienie się rdzenia reaktora miała miejsce w USA, w 28 marca 1979 roku w Tree Miles Island. [http://www.tmia.com/]. Akcja usuwania skutków katastrofy trwała 12 lat i kosztowała miliard dolarów [http://blogfrog.pl/index.php/go/ODg3Nzky/Radioaktywny-wyciek-w-Tree-Miles-Island ]. Od tego czasu nie wybudowano w USA żadnej nowej elektrowni jądrowej. Także po tej katastrofie zaobserwowano wzrost zachorowań na białaczkę, nowotwory tarczycy oraz występowanie poronień u kobiet ciężarnych [Dr Bertell]. Ciekawym jest również fakt, że wyszukiwarka Google na pierwszym miejscu zamieszcza tzw oficjalne artykuły atomistów, a stwierdzić należy zupełny brak publikacji przeciwników atomu.


Od samego początku akcja ratunkowa w Czarnobylu przebiegała niezgodnie z zasadami ratunkowymi. Strażaków nie powiadomiono o rodzaju awarii i ci biedni ludzie myśleli, że gaszą zwykły pożar. Dopiero jak im po kilku godzinach zaczęły wypadać włosy to się zorientowali, że coś nie tak. Wbrew oficjalnie głoszonej wersji ewakuacja rozpoczęła się z 3 dniowym opóźnieniem. Początkowo próbowano ją prowadzić, poprzez zalew Prypeci, ale awaria promu unieruchomiła tą drogę. Biedni ludzie stali przez prawie całą dobę na wodzie, w opadzie radioaktywnym i bez nawet wody [ transport miał trwać ok. godziny] zanim ich odholowano na brzeg.

Z samego miasta atomistów, ewakuowano w ciągu tygodnia 49 000 ludzi, a ze strefy skażonej 139 000 ofiar. Wybudowano w ciągu kilku miesięcy miasteczko Słuwitucze kilkadziesiąt km od reaktora. Zupełna ignorancja decydentów i ich ekspertów spowodowała, że domki dla 24 000 osób wybudowano na terenie jeszcze bardziej skażonym . Moskwa, w celu niedopuszczenia chmury radioaktywnej do stolicy wydała rozkaz ostrzelania chmur w celu wywołania deszczu. Deszcz spadł właśnie na region w którym później wybudowano miasteczko. Wyrzucono w błoto setki milionów rubli.


Układ z MAEA spowodował, że rozpoczęto testowanie sprzętu, rzekomo ratunkowego. Promieniowanie było jednak tak silne, że sprzęt unieruchamiał się [zawodziła elektronika] a ratować i wynosić ze skażonego miejsca musieli rosyjscy przymusowi ochotnicy [sprzęt był produkcji Simensa i bardzo drogi].


Podobnie lekarze przysłani przez MAEA pobierali próbki do badań zarówno ewakuowanych mieszkańców jak i ludności z pozostałych terenów, ale jak opisał to prof. Wołkow ŻADEN wynik nie dotarł do rąk chorych i przez pierwsze kilka lat nie otrzymali oni żadnej pomocy.. [ informacje własne uzyskane od prof. Wołkowa w Pińsku w 1992 roku].


Kolejną utajnianą do dnia dzisiejszego jest fakt wykorzystania w charakterze likwidatorów ok 1000000 ludzi z różnych stron Sojuza przymusowo powołanych do wojska. Odbywało się to w sposób urągający wszelkim ludzkim odruchom. W porze normalnego wychodzenia do pracy o godzinie 4-6 rano, na ulicy stały ciężarówki i zatrzymywały mężczyzn. Bez pożegnania i powiedzenia rodzinom wyjeżdżali do Czarnobyla.


Ochotnicy ci pracowali w systemie zmianowym w grupach po ok. 30 000 . Okres taki trwał ok. 2 miesięcy. Organizacja pracy była prosta. Obóz mieszkalny był oddalony o około 28 km od punktu zero. Partiami po 2000 ludzi podjeżdżali do miejsca oddalonego od reaktora o 2km. Tutaj czekali , nie raz kilka godzin na swoją kolejkę. Następnie w grupach po 600 osób dochodzili na linię 500 m i po 100 osób rzucali się biegiem do odgruzowywania. Niestety czas pracy określony na 5 minut był tylko teorią. W przypadku wizyty dziennikarzy, czy też innych wizytujących, mieli rozkaz ukrywania się i czekania na gwizdek. Jedyny dozymetr na rotę był u sierżanta, schowany w odległości 28 km od punktu zero, w kasie pancernej, bo drogi i jedyny.


Tych żołnierzy-ochotników- robotników pilnowało ok miliona żołnierzy KGB, którzy także nic nie wiedzieli i byli narażeni na promieniowanie, a nawet jednego dozymetru na rotę nie mieli. Do dnia dzisiejszego istnieje zakaz umieszczania w historiach choroby informacji o pobycie pacjenta w Czarnobylu.


Nie inaczej działo się w Polsce. Dopiero w poniedziałek a więc 3 dni po dojściu chmury radioaktywnej do Polski rozpoczęły się działania pokazowe. Jak twierdzi prof. `Jaworowski [ stały ekspert wszystkich rządów [ http://czarnobyl.c10.pl/aneksy.php ], to on był autorem tej największej głupoty, czyli podania jodu 18 milionom Polaków. Jak to wiadomo z licznych publikacji przed czarnobylskich, podanie jodu jest uzasadnione tylko i wyłącznie na 24 godziny przed dojściem chmury radioaktywnej do danego regionu albo 12 po jej dojściu. Jod wolno podać tylko i wyłącznie kiedy spodziewana dawka promieniowania przekracza wg Amerykańskiego Stowarzyszenia Chorób Tarczycy- 50 remów. Jak wiadomo w Polsce dawki te wg oficjalnego raportu tzw. Raportu Szałajdy były o 1000 razy mniejsze. Jaworowski wymusił podawanie jodu jeszcze w miesiąc po katastrofie np. w Łodzi jeszcze w połowie maja podawano jod. Był to niczym nie uzasadniony eksperyment na ludziach. Do dnia dzisiejszego nikt także nie pociągnął go do odpowiedzialności za to . A Jaworowski nadal się chwali w mas mediach jaki to on patriota.

[http://www.elektrownieatomowe.info/15_wiadomosci/41_Energia_jadrowa_Energia_atomowa/8789_Izotop_klamstwa.html ]


W dniu największego opadu radioaktywnego, pierwszego maja zmuszano ludzi do pochodu pierwszomajowego np. we Wrocławiu opad wynosił ponad 23 000 Bq na m2. Pamiętane także są wystąpienia licznych “uczonych” np. prof Bożykowej, która publicznie i oficjalnie jako Krajowy Konsultant Pediatrii zapewniała rodziców, że radioaktywność nic nie znaczy i nie ma żadnych przeciwskazań na przebywanie dzieci na świeżym powietrzu “ najwyżej się będą częściej myły”


Pełny i jedyny raport o skutkach katastrofy w Czarnobylu opublikowany przez zespół Gdańskiego Towarzystwa Naukowego, dziwnym trafem został wykradziony przez nieznanych sprawców a kilkaset egzemplarzy znika systematycznie z bibliotek. Nigdy także nie został nagłośniony.


W raporcie tym udowodniono wzrost zarówno występowania wad wrodzonych u dzieci o 3- 500 % w latach 1987 - 1990, jak również wzrost umieralności na raka po 1990r. Dziwnie także się składa, że badania rządowe prowadzono tylko w regionie białostockim, chociaż on otrzymał stosunkowo małą dawkę promieniowania, a nie wykonano w regionie gdańskim ani wrocławskim, które miały znacznie większe napromieniowanie. W województwie gdańskim badania były zakazane np. prof. J. Terlecki z AMG przekazał wszelkie dozymetry do kontroli i przez pierwszy rok nie można było niczego mierzyć. A następnie wszelkie wystąpienia o granty zostawały bez odpowiedzi albo z adnotacją braku pieniędzy.



Także do dnia dzisiejszego nie wyjaśniono sprawy tragicznej śmierci dr. Zbigniewa Wołoszyna z Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej, który to naukowiec w niewyjaśnionych okolicznościach został znaleziony pod 12 piętrowym wieżowcem. W sejmowym raporcie o ofiarach PRL jego nazwisko znajduje się na setnej pozycji [ http://www.13grudnia81.pl/portal/sw/698/6766/Zbigniew_Woloszyn.html]

Również w tej sprawie prof. Jaworowski publicznie znieważa zmarłego i podaje nieprawdę o jego samobójczej śmierci, o ktorej miał mu rzekomo powiedzieć spowiednik dr Zb Wołoszyna.


I co ciekawe ten pupilek hunty wojskowej, nadal bryluje jako ekspert w mas mediach, także rzekomo katolickich.



Nie należy zapomnieć, że wszelkie dokumenty , wyniki badań i pomiarów w dziwny sposób zniknęły z CLOR juz w kilka tygodni po katastrofie. Także wyniki pomiarów z San -Epidów nigdy nie były publikowane, a podawano tylko tzw wartości średnie, jak je tworzono nie wiadomo. Z własnego doświadczenia wiem, na terenie województwa gdańskiego, że różniły się od pomiarów wykonywanych przeze nas nawet o 100 razy.

http://images.google.pl/images?q=Czarnobyl&oe=utf-8&rls=org.mozilla:pl:official&client=firefox-a&um=1&ie=UTF-8&ei=Rg7-Sb6tBMHN-AaXnpy2Ag&sa=X&oi=image_result_group&resnum=1&ct=title


Nie należy także zapominać, że już na początku maja 1986 roku gen Baryła, Główny Inspektor sanitarny, zmienił w nocy z soboty na poniedziałek tzw dopuszczalne dawki substancji promieniotwórczych zawyżająć je o 100 %. Tak więc uśrednianie w/g nowych norm, szczególnie dla całych regionów, praktycznie uniemożliwiało wyciąganie jakichkolwiek wniosków.

dr Jerzy Jaśkowski

Gdańsk FRECH

www.frech.org.pl

www.frech.pl

jjaskow@wp.pl

Polecam zdjęcia Czarnobyla”

http://czarnobyl.c10.pl/aneksy.php


http://www.youtube.com/watch?v=viE45tygOZU



MAEA - Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej


Autor był 4 razy w zonie czarnobylskiej, dwa razy w szpitalach i domach dziecka na Łotwie, oraz gościł w Polsce na specjalnych 10 Konferencjach w latach dziewięćdziesiątych, ponad 50 “rządowych” naukowców z byłego Sojuza.